10 listopada 2012

Moje wybory

Nie mam ostatnio weny na głębsze wywody. Pracy w cholerę, nie ma czasu, by przystanąć, więc czepiam się zazdrośnie kawałków myśli wyczytanych gdzieniegdzie.
Oto jedna z nich - z poematu Roberta Frosta "Droga nie wybrana" (The Road Not Taken):

"Po wielu latach, z twarzą przez zmarszczki zoraną,
Opowiem to z westchnieniem i mglistym morałem:
Zdarzyło mi się niegdyś ujrzeć w lesie rano
Dwie drogi; i pojechałem tą mniej uczęszczaną -
Reszta wzięła się z tego, że to ją wybrałem."

7 listopada 2012

Głębia myśli

"Nie wie, co chciał powiedzieć i tę niepewność bierze za głębię myśli" - napisał Umberto Eco w swojej najnowszej powieści "Cmentarz w Pradze".

Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że doświadczam tego wszędzie: w kościele (oj, tam bardzo często!), w telewizji, w sejmie, na ulicy itd. W ten paradygmat wpisują się doskonale również "celebryciarze", brylujący w okrągłych, wszystko- i nic-nie-znaczących frazesach. No i nieskażone inteligencją gwiazdeczki jednego serialu, albo - niestety- księża, którzy jak to ostatnio usłyszałem, "jakieś tam studia przecież kończyli, nie..." oni wszyscy próbują uczyć resztę motłochu jak żyć, jak się ubierać, jak wychowywać dzieci, jak znaleźć sobie kobietę/mężczyznę, jak radzić sobie w problemach rodzinnych itd.

Ludziska ich słuchają w kościelnych ławkach, przed telewizorem, bo cóż innego zostaje - przecież nie przestaniemy zupełnie chodzić do kościoła i nie wyrzucimy telewizora przez okno. Choć nieraz przydałoby się i jedno i drugie!!!

A przecież wystarczy pamiętać o prostej prawdzie, że ludzie - My - słuchamy niektórych osób nie dlatego, że mają one coś szczególnie ciekawego do powiedzenia, nie dlatego, że przed nazwiskiem mają "ks.", "bp", "prof.", "red."; nie dlatego, że mogą machnąć przed nosem legitymacją posła, czy akredytacją dziennikarską. Słuchamy niektórych osób, bo czujemy, że w to, co mówią wkładają serce!!!!!

19 stycznia 2012

Pocztówka z podróży: Wałbrzych

Poniedziałek rano. Spałem średnio, więc sen wałęsa się nieznośnie po zakamarkach mózgu.

Wałbrzych.  Poczekalnia dworca nieprzyjemnie przypomina TAMTE czasy. Ściany wyłożone brązowym marmurem dawniej były pewnie znakiem luksusu. Dziś jednak brudne i porysowane sprawiają wrażenie wyjętych z filmu Barei. Jedynie połowa świetlówek tkwi na swoich miejscach, a i z tych świeci tylko połowa.

W poczekalni, pod ścianą, przycupnęły potulnie dwie ławki. Nie zbliżam się do nich, bo zajęte zazdrośnie: na jednej studentka męczy laptopa, sprawdzając pewnie po raz dzisięciotysięczny Facebooka; na drugiej jakiś kloszard nieobecnym wzrokiem omiata puste ściany. To z tamtego kierunku dolatuje mnie nieprzyjemny zapaszek. Może i mózgu nie wykręca, ale fiołki to nie są.

Nadjeżdża pociąg. Wsiadam. Przynajmniej ciepło, choć telepie i stuka niemiłosiernie. Patrzę przez okno i zastanawiam się jak to jest: czy to miasto rozsiadło się między górami, czy też raczej góry wyrosły pośrodku miasta. Krajobraz przesuwa się leniwie, a ja łapię sie na tym, że nie potrafię właściwie ocenić tego miejsca, gdyż perspektywę raz po raz zamyka stok góry albo kolejna górnicza hałda. Od czasu do czasu wyłaniają się jednak dachy domów, oświetlone porannym styczniowym słońcem wesoło omiatającym zakamarki szarości. Ta szarość jest tu dominująca. Jakieś dziwne zawieszenie między przeszłością a bliżej nieokreśloną przyszłością.

Pociąg kołysze się mocniej wyrywając mnie z zadumy. Chciałbym tu kiedyś wrócić, ale tak bez pośpiechu, bez znieczulenia podróżą. Chciałbym przejść się ulicami, wciągnąć w nozdrza życie tego miasta, jego zapachy i smrody, otrzeć się o codzienność, być może natknąć się na wałęsające się pod rękę nadzieję i zgorzknienie.

Chciałbym wrócić, bo okno pociągu z natury rzeczy spłaszcza i tak już płaski świat.
Wrócę. Może latem.

13 stycznia 2012

Wrażenie

"Myślałem już nieraz, że umierając przeklnę Polskę. Dziś wiem, że tego nie zrobię. Lecz gdy po śmierci stanę przed Bogiem, będę go prosił, aby nie przysyłał Polsce wielkich ludzi." (Józef Piłsudski)
Jakoś nie mogę się oprzeć wrażeniu, które - niestety, patrząc na wszystko, co dzieje się wokół - potęguje się coraz bardziej, że jest w tych słowach coś niezwykle prawdziwie-gorzkiego.