Czy posiadanie czegoś, czego pragnęliśmy odkąd sięgamy pamięcią może sprawić, że poczujemy się szczęśliwi? W dzieciństwie chyba tak było, bo wtedy marzenia i oczekiwania były proste i jednoznaczne. Najczęściej zależały też głównie od naszych rodziców. Przecież jakże dumni i spełnieni czuliśmy się, gdy przed domem natknęliśmy się na swój pierwszy rower-składak. Ledwo dosięgaliśmy pedałów, ale to nic! Albo gdy w czasach, gdy nic w sklepach to było już coś, dostaliśmy nowe narty-plastiki z Polsportu - te stare drewniaki w mgnieniu oka zaczęły wydawać się jakieś dziecinne i nie z tej/tamtej epoki.
Kiedy dorośliśmy nagle stało się jasne, że marzenia i plany niekoniecznie zależą wyłącznie od nas samych. Wtedy również osiągnięcie czegoś - wbrew innym, wbrew namowom, a nieraz i zdrowemu rozsądkowi - naprawdę smakowało szczęściem.
Być może, podobnie jak w przypadku czekania, prawdziwe szczęście nie polega jednak wyłącznie na tym, by dotrzeć do celu, ale na tym, iż jesteśmy w drodze do niego. Pod warunkiem, że wiemy dokąd dążymy!
6 sierpnia 2008
1 sierpnia 2008
Spotkania
Wierzę, że ludzi spotykamy nie przez przypadek. Często nie potrafimy powiedzieć, dlaczego nasze drogi się skrzyżowały - może nawet nigdy się tego nie dowiemy. A jednak co rusz spotykamy ludzi, którzy zostawiają w naszym życiu niezatarte ślady. I wtedy właśnie dojrzewamy!
21 lipca 2008
Czekanie
Dawniej, w dzieciństwie, czas biegł jakby wolniej. Pewnie dlatego, że ogólnie świat żył na nieco niższym biegu. A być może również dlatego, że mieliśmy o wiele więcej rzeczy, na które czekaliśmy z niecierpliwością: na pierwszy śnieg, Świętego Mikołaja, prezenty pod choinką; na pierwszą kąpiel w rzece, kiedy woda przestała już być dostatecznie lodowata; na letnie wakacje i igraszki do późna w noc; na poranek dnia urodzin, gdy życzenia wyzierały z każdego kąta; na wrześniowy powrót do szkoły, nowe mądrzejsze książki, nową klasę; na pierwsze grzyby znalezione gdzieś pod płotem; na wizytę kuzyna z miasta X; na kolejny pierwszy śnieg.
A potem nagle wyczekane rzeczy i zdarzenia zaczęły niknąć w oczach. Być może zwyczajnie powoli przywykliśmy, że niezależnie, czy czekamy, tak czy inaczej kiedyś ich doczekamy. Dostrzegliśmy, że ostatni dzień szkoły już przestał nas bezpośrednio dotyczyć. Że niezależnie od wszystkiego śnieg spadnie, kiedy pogoda na to pozwoli. Że grzyby rok w rok rosną pod tym samym płotem, bo pełno brzóz w okolicy. Że Święty Mikołaj zostawił przebranie na spodzie szafy ojca.
I uzmysłowiliśmy sobie, że nagle jesteśmy dorośli, gdy pewnego ranka zrozumieliśmy, że na niewiele już czekamy. Wręcz przeciwnie - dalibyśmy fortunę, by zegar w przedpokoju przestał wreszcie, do cholery, wydzwaniać kolejne godziny. By zaplanowane wbrew sobie spotkania nigdy się nie odbyły. By 10 dzień miesiąca nie nadszedł, bo nie wiadomo, ile przyjdzie nam zapłacić za gaz. By słońce przestało wreszcie odliczać następną porę roku.
Być może piękno życia polega umiejętności czekania?
Z otwartymi ustami - jak przed laty.
A potem nagle wyczekane rzeczy i zdarzenia zaczęły niknąć w oczach. Być może zwyczajnie powoli przywykliśmy, że niezależnie, czy czekamy, tak czy inaczej kiedyś ich doczekamy. Dostrzegliśmy, że ostatni dzień szkoły już przestał nas bezpośrednio dotyczyć. Że niezależnie od wszystkiego śnieg spadnie, kiedy pogoda na to pozwoli. Że grzyby rok w rok rosną pod tym samym płotem, bo pełno brzóz w okolicy. Że Święty Mikołaj zostawił przebranie na spodzie szafy ojca.
I uzmysłowiliśmy sobie, że nagle jesteśmy dorośli, gdy pewnego ranka zrozumieliśmy, że na niewiele już czekamy. Wręcz przeciwnie - dalibyśmy fortunę, by zegar w przedpokoju przestał wreszcie, do cholery, wydzwaniać kolejne godziny. By zaplanowane wbrew sobie spotkania nigdy się nie odbyły. By 10 dzień miesiąca nie nadszedł, bo nie wiadomo, ile przyjdzie nam zapłacić za gaz. By słońce przestało wreszcie odliczać następną porę roku.
Być może piękno życia polega umiejętności czekania?
Z otwartymi ustami - jak przed laty.
19 lipca 2008
By można komuś zaufać
Zawsze w życiu kogoś potrzebujemy. Czasem jedynie po to, by podał nam chleb, zważył kilogram jabłek, albo pomógł przenieść wersalkę. Ale potrzebujemy też ludzi po to, by po prostu byli, byśmy nie czuli się samotni. By można było do kogoś usta otworzyć. By można było komuś zaufać.
18 lipca 2008
Nieznajomi
Często siadamy obok nieznajomych - w tramwaju, autobusie, na ławce w parku. Nic nie mówimy, nigdy w życiu się nie spotkaliśmy, a mimo to jakby coś się między nami zawiązywało. I następnym razem, kiedy zdarza się, że znów siadamy obok siebie, nagle czujemy, że nie jest już tak obco!
17 lipca 2008
Mądrość
Czasem czytamy mądre słowa mądrych ludzi, kiwamy głowami i myślimy: "Dobrze powiedziane, trzeba zapamiętać." A potem żyjemy dalej, zapominając o mądrych słowach mądrych ludzi. Z dnia na dzień sami uczymy się życia. I jesteśmy albo na tyle pokorni, by mądrość, którą ono przynosi przyjmować, albo na tyle pyszni, by sądzić, że wszystko, co dotychczas zostało powiedziane, pokryło się dawno grubą warstwą kurzu.
16 lipca 2008
Inny świat
Widziałem niewidomego mężczyznę na ulicy jednego z naszych miast. Skromny, na tle sklepowej wystawy, wtórując sobie samym tylko tamburynem, śpiewał piosenki ze swojej młodości - partyzanckie, te z czasów walki o niepodległość i te jeszcze przedwojenne. Śpiewał o świecie, który jeszcze ciągle miał przed oczyma. A przechodnie mijali go bez mrugnięcia okiem. To już nie nasz świat?
Etykiety:
inny,
niepodległość,
partyzanci,
piosenki,
śpiewać,
świat,
tamburyno
14 lipca 2008
Dobrzy ludzie
Dobrzy ludzie są zawsze obok nas. Tyle że często nie mamy czasu, by ich dostrzec. Albo może nie mamy wystarczająco pokoju ducha. A nierzadko nie mamy po prostu odwagi. Mimo to dobrzy ludzie zawsze są gdzieś obok nas! Na wyciągnięcie ręki!
13 lipca 2008
Wspomnienia
Wspomnienia są jak ptaki: przylatują, przysiadają na krawędzi życia, przyglądasz się im ciekawie. A potem nagle przejeżdża samochód, albo zaszczeka pies, bądź zadzwoni dzwonek u drzwi i... odlatują. Jakby spłoszone.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)