6 sierpnia 2008

Szczęście

Czy posiadanie czegoś, czego pragnęliśmy odkąd sięgamy pamięcią może sprawić, że poczujemy się szczęśliwi? W dzieciństwie chyba tak było, bo wtedy marzenia i oczekiwania były proste i jednoznaczne. Najczęściej zależały też głównie od naszych rodziców. Przecież jakże dumni i spełnieni czuliśmy się, gdy przed domem natknęliśmy się na swój pierwszy rower-składak. Ledwo dosięgaliśmy pedałów, ale to nic! Albo gdy w czasach, gdy nic w sklepach to było już coś, dostaliśmy nowe narty-plastiki z Polsportu - te stare drewniaki w mgnieniu oka zaczęły wydawać się jakieś dziecinne i nie z tej/tamtej epoki.
Kiedy dorośliśmy nagle stało się jasne, że marzenia i plany niekoniecznie zależą wyłącznie od nas samych. Wtedy również osiągnięcie czegoś - wbrew innym, wbrew namowom, a nieraz i zdrowemu rozsądkowi - naprawdę smakowało szczęściem.
Być może, podobnie jak w przypadku czekania, prawdziwe szczęście nie polega jednak wyłącznie na tym, by dotrzeć do celu, ale na tym, iż jesteśmy w drodze do niego. Pod warunkiem, że wiemy dokąd dążymy!

Brak komentarzy: