"Nie wie, co chciał powiedzieć i tę niepewność bierze za głębię myśli" - napisał Umberto Eco w swojej najnowszej powieści "Cmentarz w Pradze".
Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że doświadczam tego wszędzie: w kościele (oj, tam bardzo często!), w telewizji, w sejmie, na ulicy itd. W ten paradygmat wpisują się doskonale również "celebryciarze", brylujący w okrągłych, wszystko- i nic-nie-znaczących frazesach. No i nieskażone inteligencją gwiazdeczki jednego serialu, albo - niestety- księża, którzy jak to ostatnio usłyszałem, "jakieś tam studia przecież kończyli, nie..." oni wszyscy próbują uczyć resztę motłochu jak żyć, jak się ubierać, jak wychowywać dzieci, jak znaleźć sobie kobietę/mężczyznę, jak radzić sobie w problemach rodzinnych itd.
Ludziska ich słuchają w kościelnych ławkach, przed telewizorem, bo cóż innego zostaje - przecież nie przestaniemy zupełnie chodzić do kościoła i nie wyrzucimy telewizora przez okno. Choć nieraz przydałoby się i jedno i drugie!!!
A przecież wystarczy pamiętać o prostej prawdzie, że ludzie - My - słuchamy niektórych osób nie dlatego, że mają one coś szczególnie ciekawego do powiedzenia, nie dlatego, że przed nazwiskiem mają "ks.", "bp", "prof.", "red."; nie dlatego, że mogą machnąć przed nosem legitymacją posła, czy akredytacją dziennikarską. Słuchamy niektórych osób, bo czujemy, że w to, co mówią wkładają serce!!!!!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz