27 lipca 2010

Zatrzymać

Mam tak czasem, że czytając książkę zatrzymuję się nad pewnymi fragmentami na dłużej, choć słowo "dłużej" w żaden sposób nie daje się zdefiniować w kategoriach sekund kapiących miarowo jak krople z sopla. Bo czuję, że właśnie Coś przeczytałem, co wymyka się poza zwykłą rozrywkę i paplaninę, co w jakiś sposób opisuje - albo przynajmniej próbuje - chwilę życia, w której właśnie się znajduję. Albo zupełnie inaczej - opisuje prawdy i prawdziki, których zawsze byłem świadomy, które nawet w jakiś tam sposób wyrażałem, ale nigdy nie ująłem w taki sposób.

Tak i jest tym razem. Skończyłem "Sajgon" Karola Maliszewskiego i pod koniec znów liznąłem jak waniliowego loda tego typu fragment:  "My wewnętrzni rozmijamy się z nami zewnętrznymi. Tyle w nas porywów, szlachetnych gestów, tyle mamy do powiedzenia, wyjaśnienia, załatwienia, a gdy przychodzi co do czego, paraliż, suche gardło, kluski w gębie, kilka wyjąkanych frazesów i dziękuję, do widzenia. (...) Taki jestem mądry, wygadany, ale tylko w środku. Taki jestem otwarty na ludzi i świat, łyżkami bym to wszystko jadł, ale tylko w sobie. (...) Żeby ktoś nas nauczył przełożenia z wewnętrznego poziomu na codzienne gesty, żeby ktoś z nami ćwiczył na stronie, jeżeli się oficjlnie nie da, odpowiednie zachowanie, zwykłe reakcje, żeby ktoś pokazał, jak się odpowiada bez wstydu, czerwienienia, zaciskania ust na pytania świata, na wezwania realności."

No i niekoniecznie jestem mądrzejszy, nie jestem od razu Arystotelesem mojego małego świata. Bo nie o to chodzi. Ale o to, by na chwilę zatrzymać przelot słów i zdarzeń, tych między poniedziałkiem a niedzielą i poskładać z fragmentów myśli jakąś konkretniejszą całość.

Czasem się udaje!

Brak komentarzy: