24 lipca 2010

Ten, kto przejrzy na oczy

Jeszcze kilka słów o tym naszym polskim grajdołku, który tak mnie ostatnio odpycha.
Karol Maliszewski w niezłej książce "Sajgon" napisał: "Pięć procent społeczeństwa ma jakąś świadomość umowności otaczających nas słów, gestów, zachowań i rytuałów, zaś reszta żyje z dnia na dzień i tej świadomości nie ma, biorąc wymienione falsyfikaty za coś oczywistego i równie naturalnego, jak trawa, powietrze, czy woda. Jeśli poważnie potraktować pewną anegdotę to świat w pięciu procentach składa się z wariatów, a w dziewięćdziesięciu pięciu z niezdiagnozowanych. Ale w tej anegdotce jest jeszcze coś, niepokojąco uwierające ziarenko innej prawdy. Ten, kto przejrzy na oczy, pozbawi się złudzeń co do symulakrów i falsyfikatów, zostaje osądzony jako szaleniec. (...) Nie ma już przyjaciół, a jedyne co mu się proponuje to leczenie, odwyk, różowe tabletki, wygodne szelki w ramach społecznie zagwarantowanego kaftana bezpieczeństwa. Bo przecież musi wrócić na łono. Więc lepiej udawać."

Tekst ten, w jakiś sposób, charakteryzuje wszystkie aspekty rzeczywistości. Politykę, życie społeczne, stosunki w moim Kościele. Nie jestem ani moherem ani liberałem. I zawsze zapala mi się z milion czerwonych świateł, gdy spotykam tych, którzy bezmyślnie dzielą świat na czerń i biel, na tych od Rydzyka i tych z PO, prawdziwych i nieprawdziwych Polaków/patriotów, dobrych chrześcijan (chodzących do kościoła i przyjmujących księdza po kolędzie) i tych niedzielnych, obrońców życia i jego przeciwników. Bo rozum swój mam!

Chyba powoli przeglądam na oczy!

Brak komentarzy: