Niestety patrzę na to, co od jakiegoś czasu dzieje się w Polsce - na cały ten kabaret niemoralnego idiotyzmu, zwany zwyczajowo wyborami prezydenckimi, na wypruwanie wszelkich możliwych flaków po katastrofie smoleńskiej, na prostackie pyskówki z krzyżem w tle. No i, niestety, coraz bardziej mi wstyd!!!!
Wstyd mi za tych, którzy chcą, by nazywać ich politykami. Za wszystkich Komorowskich, Kaczyńskich (Jarosławów), Palikotów, Macierewiczów, Niesiołowskich, Migalskich, Kurskich, Senyszynów, Brudzińskich, Piterów i innych mądziołów.
Wstyd mi za media, bo w nich pracuję. Najbardziej, gdy widzę, jak rzucają się z wywieszonym językiem i śliną na brodzie (jak psy spotykające sukę z rują) na konferencje prasowe i wzajemne inwektywy niedouczonych prostaków. Mam odruch wymiotny, gdy włączam wszystkie te TVNy, Polsaty i publiczne, które mędlą do nieprzytomności te same dyrdymały: kto, kogo, kiedy, czym i co na to najnowsze sondaże "przygotowane specjalnie na zlecenie naszej stacji."
Wstyd mi za oszołomów z Krakowskiego Przedmieścia, których spotykam za każdym razem, gdy tamtędy przechodzę. Tych, co to całemu światu wmawiają, że Ruscy znów nas mordują (niedługo wyjdzie na to, że Putin zawarł pakt z kosmitami, orkami i entami z Władcy Pierścieni, by wymordować kwiat polskiej inteligencji, a tylko liberalne matoły jeszcze tego nie dostrzegają).
Wstyd mi za prostactwo i banał płynące z odbiorników telewizyjnych i radiowych, z mównic i ambon, gdzie każdy myśli, że poznał ostateczną naturę wszechrzeczy. A niefortunnym słuchaczom wmawia, że centrum wszechgalaktyki znajduje się właśnie w Pipidówie Wielkiej (bądź, odpowiednio, na ulicy Wiejskiej lub kościele pod wezwaniem jaiegoś tam Substancjusza Małego) i tam właśnie miał miejsce Wielki Wybuch (za który, nawiasem mówiąc, z całą pewnością odpowiada PO lub PiS - zależnie od opcji politycznej).
Wstyd mi, że widać coraz jaśniej, iż jako naród nie potrafimy słuchać się nawzajem, nie potrafimy normalnie wyrażać swoich emocji. Widziałem to codziennie w dniach po katastrofie owego samolotu. Widzę i teraz w zezowatym obłędzie chodnika przed pałacem prezydenckim, gdzie mam myśleć tak, jak inni (obojętnie, czy ci od Ruskich, czy od Tuskich) - inaczej kula w łeb, a przedtem wyzwiska od moherów albo Żydów lub liberałów i masonów.
Więc ogólnie wstyd mi coraz bardziej, że jesteśmy takim małym i prostackim narodem. I gdy patrzę na ten nasz polski grajdołek (panów P. lub K. albo kogo tam jeszcze) nie potrafię oprzeć się wrażeniu, które omiata mnie od dluższego już czasu, że nie zasługujemy na nic dobrego. Nawet na Małyszów, Kubiców, drużynę siatkarzy i piłkarzy ręcznych nie zasługujemy. I chyba dobrze by nam zrobiło, gdyby od czasu do czasu jakiś Rusek, czy Niemiec porządnie kopnął nas w dupę (w przeszłości tak było i wielu na dobre wychodziło).
Coraz gorzej ze mną, bo z dnia na dzień wstydzę się coraz bardziej, że jestem Polakiem.
Może mi przejdzie! Oby!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz